Dołącz do czytelników
Brak wyników

Błędne myślenie o treningu funkcjonalnym

Artykuły z czasopisma | 8 października 2017 | NR 2
146

Wszystko to, co najczęściej widzimy pod kryptonimem treningu funkcjonalnego, to lekkie ćwiczenia prehabilitacyjne oraz dodatkowe, które mają swoje miejsce we właściwym treningu, ale nie są jego główną częścią. Poza tym właściwie wszystkie da się wykonać z użyciem mniej kosztownego sprzętu lub przez stosowanie odpowiednich dźwigni, jeśli chodzi o własne ciało. Zatem jak powinien wyglądać trening nazywany funkcjonalnym?

Trening funkcjonalny – próba definicji

Żyjemy w dobie wciąż rozwijającej się technologii – jest ona obecna w każdej sferze naszego życia i również weszła na stałe w kwestie aktywności fizycznej. Przez postęp technologiczny oraz naukowy mamy dostęp do coraz nowszych oraz ciekawszych odkryć na temat jeszcze nie do końca zbadanych tajemnic ludzkiego ciała.

Niektórzy, zwłaszcza ludzie intratni, wykorzystują doniesienia ze świata naukowego, aby produkować coraz nowsze gadżety oraz akcesoria treningowe – mają one rzeczywiście służyć adeptom rekreacji, czy tylko napełniać kieszenie producentom?

W parze z postępem technologicznym idzie rozwój wiedzy na temat fizjologii oraz biomechaniki – powstają coraz śmielsze koncepcje, które mówią nam o tym, co jest dobre, co złe, co powinniśmy robić, a czego nie – idąc tym tropem wpadamy na dwa słowa, które od kilku lat pojawiają się wręcz nieprzerwanie – trening funkcjonalny. 

Jeśli coś pojawia się wszędzie, to najczęściej zostaje wypaczone i zniekształcone – tak samo jest moim zdaniem w tym przypadku. Proste zdanie – twoja funkcja definiuje twoją formę – bardzo jasno określa, co powinno zawierać się w prawdziwym treningu funkcjonalnym. 

Funkcjonalny ma oznaczać przystosowany do życia i jego wymogów, jakie są stawiane w postaci wyzwań fizycznych, takich jak przenoszenie ciężkich przedmiotów, pomoc starszej osobie czy wszechstronna sprawność umożliwiająca podjęcie każdej aktywności w formie rekreacji.

Jednocześnie można to charakteryzować jako zdolność do używania wszystkich cech motorycznych na wysokim poziomie – tzn. siły, szybkości, gibkości, wydolności. Innymi słowy, trening ten powinien rozwijać człowieka tak, by mógł zarówno pokazać się na plaży, pomóc w przeprowadzce i uratować kogoś lub coś przed nieszczęśliwym wypadkiem w razie zaistniałej sytuacji zmuszającej do błyskawicznej reakcji.

To, co najczęściej widzimy pod nazwą treningu funkcjonalnego, jest zestawem lekkich ćwiczeń równoważnych i oporowych o średniej intensywności z użyciem nietypowego kiedyś sprzętu: piłek lekarskich, odważników kulowych oraz taśm oporowych i narzędzi do ćwiczeń równoważnych – jak piłka BOSU czy trening w podwieszeniu, np. TRX. Ćwiczenia te mają na celu poprawę postawy, wzmocnienie stabilizacji stawów oraz zwiększenie siły i elastyczności. 

Szkoda tylko, że najczęściej intensywność, jaką narzucają trenerzy, którzy stosują owe zestawy, nadaje się na wczasy w sanatorium i przypomina lekcję medytacji, a nie trening. Dodam jeszcze, że ćwiczenia, które są tam stosowane oraz ich progresja, nadają się najwyżej do rozruchu dla osób po bardzo długiej przerwie od jakiejkolwiek aktywności fizycznej. Nie oszukujmy się: balansowanie na jednej nodze na półokrągłej, lekko sflaczałej piłce czy łączenie ćwiczeń na aktywację stożka rotatorów ze staniem na wcześniej wspomnianej piłce nie da nam magicznych rezultatów oraz superatletycznej sylwetki, o której marzą najczęściej ofiary trenerów, którzy stosują tego typu metody. Nie mówię, że wszystko, co się pojawia w tego typu zestawach, jest złe – zgadzam się na przykład na używanie akcesoriów do ćwiczeń w podwieszeniu jako środka do uzyskania bodźca dla struktur stabilizujących centralnie i lokalnie. Niestety problem leży w tym, że gdy tego typu gadżety dominują w rozkładzie pracy, a dokładniej są jedynymi używanymi, to adaptacja do bodźca tego typu jest bardzo szybka, natomiast możliwa progresja dość mocno ograniczona. Efektem tego wszystkiego jest to, że marnujemy czas, pieniądze i potencjał, jaki w nas drzemie – praca na lekkim obciążeniu i niskiej intensywności przystosowuje nas właśnie do... pracy na lekkim obciążeniu i niskiej intensywności – a nie jest to chyba szczytem możliwości ludzkiego ciała.

Reasumując, wszystko to, co najczęściej widzimy pod kryptonimem treningu funkcjonalnego, to lekkie ćwiczenia prehabilitacyjne oraz dodatkowe, które mają swoje miejsce we właściwym treningu, ale nie są jego główną częścią – poza tym właściwie wszystkie da się wykonać z użyciem mniej kosztownego sprzętu lub przez stosowanie odpowiednich dźwigni własnego ciała.

 

Jak powinien wyglądać trening, który można nazwać funkcjonalnym

  • Powinien zawierać komponent treningu siłowego, z uwagi na to, iż siła jest podstawą do rozwoju innych cech motorycznych – najlepiej uzyskać tego typu bodziec, używając wielostawowych ćwiczeń ze sztangą oraz ćwiczeń gimnastycznych dających naraz bodziec odpowiednio trudnej dźwigni oraz stabili...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Body Challenge"
  • Dodatkowe artykuły niepublikowane w formie papierowej
  • Szybki wgląd do filmów instruktażowych oraz planów treningowych i dietetycznych
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych wydań magazynu oraz dodatków specjalnych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy