Dołącz do czytelników
Brak wyników

Trening

30 października 2017

NR 11 (Sierpień 2017)

Pchaj! Wyciskaj! Rwij! Podrzucaj!

0 98

Kto wykonał kiedykolwiek wstawanie tureckie na kolorowej, komercyjnej siłowni, której i obsługa, i klientela w swoich poczynaniach często, niestety, ogranicza się do kilku zasad Weidera, ulubionego zestawu maszyn i wyciągów, uzupełniając niekiedy o wolne ciężary w postaci wyciskania hantli leżąc, ten wie, że spojrzenia nie zawsze są pełne serdecznej ciekawości, a sugerują nierzadko politowanie tudzież pełen lekceważenia uśmieszek. Natomiast jeżeli ktoś będąc w strefie do treningu  funkcjonalnego odważył się wykonać wyciskanie pochylone (Bent Press) ze znacznym ciężarem, ten najpewniej został poinstruowany, że w ten sposób zrobi sobie krzywdę i daje fatalny przykład innym współćwiczącym. Opisane sytuacje nie są wyssane z palca, są oparte na własnym doświadczeniu. I choć zdarzały się wiele lat temu, a środowisko trenerskie, nawet zorientowane tylko na kulturystykę, otworzyło się i samo niekiedy eksperymentuje z różnymi, dalekimi od bodybuildingu technikami, to nadal w wielu miejscach próżno oczekiwać wzbogacenia treningu o wspaniałe ćwiczenia łączące znakomitą mobilność, sprawność i koordynację z czystą, brutalną siłą atletów w przeróżny sposób umieszczających ciężar nad głową. Częściowo dlatego, jak słusznie oceniono, że nie mając odpowiedniej wiedzy, doświadczenia i umiejętności można zrobić sobie w ten sposób krzywdę… Jakkolwiek entuzjastów niekonwencjonalnych technik poprawiających siłę i sprawność przybywa! Jednak entuzjastów niekonwencjonalnych technik poprawiających siłę i sprawność przybywa  – również w gronie trenerów - co powinno ułatwić nam bezpieczny dostęp do tych ćwiczeń. Natomiast pPoznanie tych metod otwiera przed nami kolejny poziom treningu, urozmaicając go i dostarczając frajdy na kolejne dekady zabawy z żelazem.

Siłacze dawnych czasów

Zanim dźwiganie sztangi w usystematyzowany sposób stało się sportem przysparzającym o szybsze bicie serca ojców wspominających ich siłowe popisy za młodzieńczych lat, matek wzdychających ukradkiem na sylwetki atletów przywodzących na myśl greckich bogów, synów pragnących tężyzny przynajmniej Milona z Krotonu, jeśli nie Heraklesa, to właśnie siłacze dawnych czasów wskazywali, jak daleko można rozwinąć zdolności ludzkiego ciała w kontekście prezentowania krzepy i zręczności. Historia pamięta przeróżne wyczyny strongmanów z XIX i początku XX wieku, jednak to umiejętności pozwalające wynieść potężne ilości złomu nad głowę zdają się być najbardziej spektakularne.

Strongmani na przełomie XIX i XX wieku to – według socjologów podsumowujących ten okres – odpowiedź na powstające obawy o to, jak postęp cywilizacyjny oraz minimalizowanie „brudnych” i fizycznych aspektów życia na rzecz rozpowszechniania się pracy o charakterze biurowym wpływać będzie na męskość mniej urodziwej ewolucyjnie, choć stworzonej do bycia silną i dającą oparcie, płci. (Dzisiaj już wiemy całkiem sporo o słuszności tych obaw…) 

Arthur Saxon – siła sprzed ery suplementacji

Ponad 100 lat przed upowszechnieniem kreatyny jako suplementu dla sportowców, a dokładnie w 1878 roku, na świat przyszedł The Iron Master, Arthur Saxon. Gwiazda cyrkowych aren z przełomu XIX i XX wieku, człowiek o legendarnej sile i niesamowitej koordynacji. Można spierać się o niektóre ze sztuczek i wyszukiwać potencjalnych trików mamiących publiczność, ale jeżeli weźmiemy pod uwagę jego potwierdzone rekordy świata, niepobite do dziś, to wciąż wszystkie jego cyrkowe przedstawienia nabierają szalenie poważnego wyrazu! Wystarczy szybki check w Google i każdy z łatwością znajdzie, że Arthur Saxon wyniósł nad głowę 168 kg, wykorzystując technikę Bent Press, co jest oficjalnym rekordem. Nieoficjalnie dokonał tego z ciężarem 175 kg! Zanim jednak popadniemy w zachwyt lub obdarzymy faceta fuknięciem, mając w pamięci swoje zmagania, gdzie niejeden dźwiga na klatę więcej, a w martwym ciągu traktując ten ciężar co najwyżej jako rozgrzewkę, dodajmy pewien kontekst. W końcu nie każdy wie, kim był Arthur Saxon i czym jest owy Bent Press… Zacznijmy od tego, że The Iron Master to mężczyzna średniego wzrostu, około 178 cm, ważący raptem 90 kg. Zestawmy to z ciężarem 175 kg, to już daje do myślenia, że gość, robiąc coś z tym żelazem, do ułomków nie należał. Teraz dla tych, których nie zanudzałem na swoich szkoleniach historią i techniką wykonania Bent Press, opiszę w skrócie, na czym rzecz polega: ciężar zarzucamy w dowolny sposób na klatę, w której obciążona ręka opiera się w pewnym stopniu na biodrze, podczas gdy ciało „ucieka” w bok od żelastwa tak, by pozostając w relacji do podłoża w bezruchu, umożliwić ramieniu pełen wyprost w łokciu, po czym z tej głęboko pochylonej pozycji należy wrócić do pozycji wyprostowanej, mając już na tym etapie klamot nad głową. Uff. Zatem, Drogi Czytelniku, pozwolę, abyś sam wykoncypował, czy 175 kg, albo nawet te oficjalne 168 kg wyniesione jednorącz powyżej głowy, to wyczyn godzien zapisania na kartach historii i przytoczenia go na łamach artykułu czy też nie. Wierząc w rozsądek, wątpię, aby ktoś odpowiedział „nie”, ale dodajmy, że do Saxona należy również rekord w Two Hands Anyhow, gdzie do podniesienia jednego ciężaru – z reguły wykorzystując opisane wyżej wyciskanie pochylone – dorzuca się drugi, który uniesiony uprzednio bickiem, również kończy nad głową. Wynik? – 203 kg. Pozwalając sobie na prywatę, ja walczę o przekroczenie 100 kg, a – myślę – do tych najsłabszych się nie zaliczam. Dzięki, Artur, mamy co robić w naszym „słabym” XXI wieku! Saxon, mimo że odszedł dość młodo, pozostawił po sobie niemały dorobek artystyczny, na który pracował wspólnie z braćmi jako „Saxon Trio”. Napisał również dwie książki, z których pierwsza o angielskim tytule The Development of Physical Power, wyjaśnia podejście techniczne do pracy ze sztangą, hantlami, odważnikami kulowymi, a także przyrządami gimnastycznymi, takimi jak poręcze, drążki czy kółka. Druga pozycja w dorobku Saxona została wydana pięć lat temu. Tytuł The Text Book of Weight-Lifting niedostatecznie oddaje zawartość merytoryczną książki. Część poświęcona ćwiczeniom i rutynom treningowym została bowiem poszerzona o liczne zagadnienia z pogranicza psychologii i filozofii w odniesieniu do kultury fizycznej. 

Od czasu pierwszego wydania powyższych lektur minęło przeszło sto lat. Postęp w nauce umożliwia nam pełniejsze spojrzenie na to, jak działa nasz organizm i zachodzące w nim reakcje. Nasze podejście do treningu ma często wymiar bardzo naukowy, wzbogacony o szereg mądrych słów i odwołań – jeżeli nie do medycyny, to do fizjoterapii przynajmniej. Jednak „prosty” zapis myśli i doświadczeń tak wielkiego atlety na kartach książek powinien być traktowany z zainteresowaniem i szacunkiem wprost proporcjonalnym do jego osiągnięć jako sportowca oraz artysty. 

George Jowett – miotacz kowadeł…

…bo hantle to mało. O jego hobby – kowadłach – można by zapewne napisać kilka stron i ozdobić licznymi fotografiami w sepii. Skoro mowa o wyciskaniu, weźmy na warsztat bary i łapska Jowetta. Około 139 kg w Bent Press może nie brzmi aż tak spektakularnie jak wynik Saxona, ale blisko 64 kg wyciśnięte jednorącz w Strict Military Press to wynik, który nadal jest dostępny dla nielicznych. Strict, czyli bez pracy kolan, zarzucania ciałem czy innego, tanecznego pląsania. Ot, brutalna siła w pchaniu nad głowę. Wynik, jakby nie patrzeć, godny zapamiętania! A biorąc pod uwagę rozprawki historyczne o ciężkiej atletyce, to właśnie Jowett był jednym z najzagorzalszych adwokatów wyciskania w formie bardzo rygorystycznej, twierdząc, że to jeden z najważniejszych testów siły. Ciekawostką specjalną dla StrongFirst, gdzie oprócz wyciskania uwielbiamy swingować, jest fakt, że George Jowett swingował jednorącz ciężarem 95 kg, ważąc raptem 87 kg. A my, cóż, życzmy sobie ładnych technicznie swingów oburącz z ciężarem przekraczającym wagę naszego ciała. Zatem kolejne nazwisko do zapamiętania.

Pierwszy w tym, pierwszy w tamtym…

Wertując Internet lub dawne wydania książek i periodyków, raz po raz możemy natrafić na niesamowite wyczyny siłaczy. BAWLA (The British Amateur Weight-Lifter Association) – federacja zrzeszająca siłaczy, systematyzująca ćwiczenia i rekordy – miała 44 różne boje, spośród których wiele polegało na umieszczeniu żelastwa nad głową. Zatem zawody w tamtych czasach były dużo bardziej nieprzewidywalne i wszechstronne, a samo przygotowanie nie umożliwiało wąskiej specjalizacji w dwóch czy trzech bojach – jak mamy dzisiaj – a wymagały prawdziwie funkcjonalnej siły i sprawności. Taki powiedzmy Maxick (Max Sick), ważący w czasach swojej kariery średnio 65 kg, był jednym z pierwszych atletów (o ile nie pierwszym!), który w podrzucie umieścił nad głową ponad dwukrotność masy ciała: jego rekord to 146 kg! Oczywiście, do obecnego rekordu świata w kategorii, czyli blisko 200 kg, trochę mu brakowało. Jednak dodajmy do tego Strict (!) Military Press 104 kg i jakieś 120 kg z odgięciem w plecach, wyciskanie jednorącz 49 kg, a także Jerk jedną ręką ciężarem 99–108 kg jako regularny element treningu, a na koniec dorzućmy rwanie jednorącz nad głowę 60 kg – mamy całkiem ambitny zestaw celów do zrealizowania dla niejednego stukilogramowego „osiłka” z XXI-wiecznych siłowni. Wliczam w to siebie…

XX wiek, wyciskanie i igrzyska

Nierzadko osoby obierające inny kierunek, specjalizując się w określonych bojach, bili rekordy, zachwycając publiczność. Na przestrzeni lat arena cyrkowa czy scena na wiejskim festynie zamienione zostały na sportowy podest z grupą sędziów śledzących każdy ruch sportowca. Jednak mimo nieuchronnej ewolucji, w XX wieku prawie wszystkich adeptów żelaza jednoczyło głębokie zrozumienie prostego pytania zadawanego w kręgach ciężkiej atletyki przez dziesiątki lat: „Ile wyciskasz?”.

Zatem stosownym i rozsądnym posunięciem było włączenie wyciskania żołnierskiego do ćwiczeń olimpijskich podczas standaryzacji przepisów olimpijskiego podnoszenia ciężarów przed igrzyskami w 1928 roku w Amsterdamie. W tamtym czasie, po kilkunastu latach burzliwej historii i wielu zmianach, trzy ćwiczenia miały stanowić trzon i podstawę dla sportowych zmagań atletów: rwanie i podrzut – jako ćwiczenia wpadające do kategorii „quick lifts” – oraz zarzut i wyciskanie sztangi oburącz jako test siły. Wszystko to idealnie pasowało do idei igrzysk zamkniętej w haśle: „swifter, higher, stronger”, co w wolnym tłumaczeniu możemy przełożyć jako „szybciej, wyżej, silniej/mocniej”. Historia obnaża jednak naiwność słusznej idei, nękając wyciskanie niemal od samego początku aneksji tego boju do olimpijskiej dyscypliny. W założeniu wyciskanie miało być w wersji ścisłej, żołnierskiej, z ciałem ustawionym idealnie pionowo, piętami złączonymi, wzrokiem skierowanym na wprost. Jednak próby przechytrzenia niektórych zawodników były nie do wyeliminowania. Wielokrotnie szukali okazji do oszustw, umiejętnie włączając do pracy mięśnie nóg, bioder czy klatki piersiowej, jednocześnie unikając zręcznie dyskwalifikacji z uwagi na nieprecyzyjne przepisy. Dodając do tego polityczne naciski mocarstw uwikłanych w konflikty, gdzie dominacja na arenie olimpijskiej – w założeniu wolna od ideologicznych sporów państw – była jednym z elementów demonstracji sił, ostatecznie doprowadziło to do wyeliminowania wyciskania z olimpijskiego podnoszenia ciężarów w 1972 roku. 

Patrząc z perspektywy bezpieczeństwa sztangistów, kontrowersji względem sędziowania, szansy na dopracowanie technik dwóch pozostałych bojów i potencjalnych korzyści dla sportu – można potwierdzić. Jednak obserwując „rynek” sportów siłowych tamtych lat, wyraźnie widać przesunięcie zainteresowania atletów i kibiców w kierunku trójboju siłowego, kulturystki czy zawodów strongman (IPF powstało w 1972 roku). Stało się tak, bowiem włodarzom olimpijskiego podnoszenia ciężaru umknęła jedna, bardzo istotna kwestia: zainteresowanie ich dyscypliną w dużej mierze miało związek z tradycyjną percepcją siły, uzależnionej w równym stopniu od jej demonstracji, jak i samej muskularnej sylwetki sportowca. Ta natomiast była ściśle powiązana z koniecznością rozwijania górnych partii ciała. Dlatego zatem bodybuilding spopularyzowany w latach 70. XX wieku przez takie ikony jak Arnold Schwarzenegger zyskał na atrakcyjności. Choć kulturyści nie uwodzili rekordowymi osiągnięciami siłowymi, ich sylwetki były spełnieniem marzeń wielu mężczyzn… i kobiet. Zmieniło się zatem postrzeganie olimpijskiego podnoszenia ciężarów, a młodzi ludzie wykazywali rosnące zainteresowanie trójbojem czy konkurencjami strongman, które w pełni utożsamiały się z pojęciem (nie)ludzkiej krzepy. Z tego i innych powodów z końcem lat 80. pojawiły się plany i postulaty, aby wyciskanie jako oznaka męskości, jak niektórzy argumentowali, powróciło na olimpijskie podesty. Ostatecznie jednak nie udało się wskrzesić idei z początku XX wieku.

ćwiczenia i technika 
Dawniej…

Wspomnieliśmy o BAWLA, czyli brytyjskim stowarzyszeniu amatorów ciężkiego żelastwa, które usystematyzowało 44 ćwiczenia, w których ścierali się siłacze – również ci wspomniani na łamach tego artykułu. Oczywiście zabawne jest to, że np. martwy ciąg wykonany lewą i prawą ręką to dwa różne ćwiczenia, zatem liczba 44 nie jest ostatecznie w pełni trafna. Zobaczmy jednak, w czym zmagali się najwięksi, często do dzisiaj niepokonani, opisując pokrótce wszystkie ćwiczenia, zwracając szczególnie uwagę na te kończące się nad głową lub inaczej angażujące ramiona i barki. Styl oryginalnego opisu częściowo zachowany.

1 i 2. Prawą lub lewą ręką wyciskanie (Press)

Hantla będzie podebrana na bark i po pauzie trwającej dwie sekundy wyciśnię...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Body Challenge"
  • Dodatkowe artykuły niepublikowane w formie papierowej
  • Szybki wgląd do filmów instruktażowych oraz planów treningowych i dietetycznych
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych wydań magazynu oraz dodatków specjalnych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy