Dołącz do czytelników
Brak wyników

Trening

11 kwietnia 2018

NR 13 (Grudzień 2017)

Pod prąd, czyli o elektrostymulacji w praktyce sportowej

0 106

Wraz z rozwojem technologii powstają kolejne rozwiązania dla polepszenia naszej „regeneracji”. Elektrostymulatory ruchowe zostały na nowo powołane do życia na kilkanaście lat przed reklamami w telewizji zakupowej pewnego urządzenia służącego do stymulacji mięśni brzucha. Pomimo że w sporcie zawodowym, takim jak kolarstwo, lekkoatletyka czy piłka nożna, o elektrostymulatorach  mówi się już od dawna, nagłe ponowne zainteresowanie tematem przyszło do nas wraz z nurtem CrossFitu. Stąd ta reaktywacja zainteresowania przenośnymi urządzeniami do elektrostymulacji ruchowej w tym sporcie.

Myśląc o treningu EMS możemy pójść w dwie strony: po pierwsze przenośne elektrostymulatory wykorzystywane głównie wspomagająco w sporcie zawodowym, po drugie jako cała jednostka treningowa wykonywana w specjalnie stworzonym do tego ubraniu, nasuwająca skojarzenie z kombinezonem kosmicznym. Dzisiejszy tekst będzie poświecony jedynie elektrostymulatorom w wersji przenośnej.

Jeśli pamiętacie porównanie CrossFitu (CF) do innych siłowych dyscyplin w popularnych internetowych memach, gdzie zostaje on przedstawiony jako poubierany w najdziwniejsze ubrania jamnik, nasuwa się skojarzenie, że CF jest najbardziej rządny nowości, gadżetów i przeróżnych innowacji sportowych. Liczba jednostek treningowych, ich objętość oraz ogólna intensywność wymaga od crossfiterów nadludzkiej regeneracji. Nic więc dziwnego, że poszukują jak najlepszych sposobów na jej poprawę. Ponadto prawie każdy zawodnik chciałby być rozpatrywany jako atleta na poziomie międzynarodowym, stąd wieczna pogoń za nowinkami technologicznymi, które mogłyby polepszyć ich „performance”. Producenci EMS przekrzykują się w niezliczonymi zaletami zastosowań sprzętu, m.in.: rehabilitacja, poprawa siły mięśniowej oraz ich hipertrofii czy spalanie tłuszczu. 

Czym są elektrostymulatory ruchowe, jak działają i czy działają, jakie modele warto wybierać 

Znacie ten typ klienta, który przez ostatnie cztery lata nie miał absolutnie żadnej aktywności fizycznej, jadł byle co, pracował w korporacji, ale trafiając do was na pierwszy trening, w tydzień chce zacząć od pięciu treningów w tygodniu, przejść na dietę ketogeniczną i akurat zmienił pracę na własną działalność? Jeśli trafia do ciebie taka osoba, możesz być niemalże pewny, że zmieniając wszystko w swoim życiu, nie wytrwa w żadnym ze swoich założeń, może z wyjątkiem pracy. Ludzie pragną zmian, odejścia od monotonii, a kiedy jednak już się na nie odważą, zmieniają zbyt wiele dziedzin swojego życia lub dochodzą do zbyt skrajnych wersji – od niećwiczenia do codziennych treningów na pełnej mocy. Początkowy efekt zachwyca, ale bardzo szybko pojawia się zmęczenie wywołane głównie nieprzyzwyczajeniem do nowych bodźców, w gorszym przypadku – przetrenowanie. Jak mógłbyś sprawić, że głowa tego klienta będzie spokojna, a jednocześnie nie przemęczymy go w pierwszych tygodniach budowania formy?

Drugi typ klienta to nałogowiec, bez reszty wkręcony w trening, nieodpuszczający żadnych zajęć. Przychodzi 30 minut wcześniej, aby już zacząć się rozgrzewać na AIR bike lub wiosłach, daje z siebie 100% na WOD, niejednokrotnie odpuszczając technikę na rzecz kolejnych repsów w ulatującej jakości, a kiedy kończysz zajęcia, on zostaje, żeby wykończyć sesje plankami, brzuszkami – wszystko w interwałach czasowych. Z czasem klient ten zostaje na dwóch zajęciach pod rząd lub chce zwiększać liczbę treningów z 3 na 4, 5 lub nawet 6 jednostek. Przychodzi do ciebie, aby wpisać się codziennie na miesiąc z góry. Odwieczne pytanie kierowane do tych osób nie brzmi: „Czy możesz trenować kolejny dzień w tygodniu?”, ale „Czy masz czas, aby odpowiednio się przy tym zregenerować? (Jak pracujesz/ile śpisz/jak jesz/czy pomyślałeś, aby rozpocząć dodatkową suplementację/w jaki sposób odpoczywasz?)”. Nie jest problemem dołożyć kolejną jednostkę treningową, ludzkie ciało jest w stanie spokojnie to wytrzymać. Problemem jest brak regeneracji i mniej efektywny kolejny trening. Trening z wykorzystaniem zwolnionego tempa ekscentrycznego czy intensywnej pracy beztlenowej na progu mleczanowym sprawia, że kolejny dzień będzie poświęcony stękom i jękom spowodowanym bólem i sztywnością mięśniową po danej jednostce treningowej. Większość z was pamięta o tym, aby wypić shake’a proteinowego czy zjeść węglowodany okołotreningowo, przyspieszając tym samym regenerację; być może też pamięta, by porozciągać się lub powałkować wieczorem. Co jednak, jeśli jutro nie planujesz trenować? W jaki sposób można przyspieszyć swoją regenerację? Odpowiedzią na potrzeby obu typów klientów może okazać się elektrostymulator. 

Początki elektrostymulacji

Pierwsze zastosowania elektryczności odnotowano już w 400 r. p.n.e., kiedy wykorzystywano rybę drętwę wytwarzającą impuls elektryczny o napięciu 100–150 V. Ten sposób do leczenia chorób stosowano przez ponad 2 tys. lat. Stały, prosty prąd został wykorzystany przez Galvaniego na nerwie i mięśniu żaby około 1760 roku. Stosowano wtedy tzw. „komórki woltowe”, czyli baterie. Pierwsze doświadczenia z prądem wywoływały bardziej wstrząs niż łagodną odpowiedź fizjologiczną. Punktem zwrotnym w historii stosowania elektryczności w terapii był prąd faradyczny, krótki czas trwania impulsu stymuluje jedynie nerwy, bez wywoływania wstrząsu. Rok 1890 to czas odkrycia prądu zmiennego, stosowanego do dziś. Badacz d’Arsonval stwierdził, że ten rodzaj prądu, gdzie zmienna jest częstotliwość kHz, jest najlepsza do wywołania silnego komfortowego dla pacjenta skurczu. W połowie XX wieku Nemec wprowadza metodę elektrostymulacji, bardzo popularną do dziś, czyli prąd interferencyjny wykorzystujący prąd zmienny o częstotliwości 4 kHz. Dopiero około 40 lat temu Kotz zastosował prąd zmienny o częstotliwości 2,5 kHz i tzw. prąd rosyjski. 

Tak niemal 30 lat temu terapeuci efektywnie pracowali, korzystając z wymienionych trzech możliwości pracy z elektrostymulacją. Dzisiejsze urządzenia medyczne posiadają własne oprogramowanie komputerowe, gdzie możliwy jest wybór wielu rodzajów prądu, a typ impulsu można dopasować samemu. Ponadto istnieją już oprogramowania, które mają wpisane schorzenie i daną dysfunkcję, pod którą kryje się odpowiedni – według twórców urządzenia – rodzaj pracy. Pomimo ogromnego ułatwienia, jakie przynosi ta metoda fizjoterapeutom, warto rozumieć i znać możliwości zastosowania oraz fizjologiczne działania poszczególnych rodzajów prądu, aby mając na uwadze jak najlepszy efekt terapeutyczny, operować zmianą szerokości impulsu, jego kształtu czy częstotliwości. 

Wraz z częstszym zastosowaniem prądu w praktyce klinicznej powstało stosowanie stymulacji ruchowej dla mięśni unerwionych i odnerwionych. Pobudzane są tutaj nerwy ruchowe oraz czuciowe, niemniej jednak w przypadku mięśni unerwionych, zdrowych chodzi głównie o efekt ruchowy, czyli wywołanie skurczu. Rozwój technologii w latach 90. ubiegłego wieku pozwolił stworzyć niewielkie, przenośne urządzenia do użytku domowego. Produkt ten zaczął być mocno wdrażany do sportu zawodowego, a dziś także amatorskiego. Producenci przekrzykują się w zapewnieniach, że elektrostymulatory w sporcie mogą być wykorzystywane dla zdrowia lub polepszenia naszych możliwości sportowych lub przyspieszenia regeneracji. Niezależnie, czy chcesz stymulować mięśnie do wzrostu, uwolnić je od bólu lub szybciej zregenerować się po ciężkiej sesji treningowej, EMS może okazać się bardzo pomocną metodą. Ponadto jest on sugerowany bodybuilderom dla zwiększenia przyrostów, polepszenia tonusu mięśnio...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Body Challenge"
  • Dodatkowe artykuły niepublikowane w formie papierowej
  • Szybki wgląd do filmów instruktażowych oraz planów treningowych i dietetycznych
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych wydań magazynu oraz dodatków specjalnych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy